wtorek, 10 grudnia 2024

Rozdział 3: pojawienie się rysy

Bonnie budziła się wcześnie. Mimo że w Mystic Falls cisza nocna była równie intensywna, to w Forks wydawała się bardziej przytłaczająca. Nie było tam szumu przejeżdżających samochodów ani bzyczenia lamp ulicznych. Tylko dźwięk deszczu, nieustannie uderzającego o dach, i wiatr, który tańczył w koronach drzew. Nie chcąc dłużej leżeć bezczynnie, szybko się ubrała i postanowiła wyjść na spacer przed szkołą. Chłodne, wilgotne powietrze przesiąknięte zapachem mokrej ziemi od razu orzeźwiło jej zmysły. Otaczające ją lasy rozciągały się aż po horyzont, sprawiając, że czuła się jak mały punkt na mapie nieskończoności. Przez chwilę zapomniała o wszystkim – aż do momentu, gdy poczuła znajome mrowienie magii na karku. Odwróciła się gwałtownie i natychmiast dostrzegła znajomą sylwetkę Jaspera Hale’a. Stał pod jednym z drzew, jakby czekał, aż go zauważy. — Zaczyna mnie to irytować, Jasper — powiedziała, krzyżując ramiona na piersi. Jej głos był chłodny, pełen znużenia. — Dlaczego mnie śledzisz? — Chłopak podszedł bliżej, ale jego ruchy były ostrożne, niemal kocie. — Nie śledzę cię. Po prostu… jestem ciekaw. — Bonnie zmrużyła oczy, obserwując go z ostrożnością. — Czego? — Jasper zatrzymał się kilka kroków od niej, jakby chciał zapewnić jej przestrzeń, jednocześnie wyraźnie pokazując, że ma coś ważnego do powiedzenia. — Twojej energii — odparł cicho. — Jesteś inna niż ktokolwiek, kogo spotkałem. Nie jestem pewien, co to znaczy, ale wiem, że nie jesteś zwykłą dziewczyną. — Bonnie uniosła brew, próbując ukryć swoje zdenerwowanie pod maską obojętności. — Może w Mystic Falls to by coś znaczyło, ale tu? Jestem tylko nową uczennicą, która próbuje zacząć od nowa. — Jasper wyglądał, jakby rozważał jej słowa, ale w jego spojrzeniu kryło się niedowierzanie. W końcu skinął głową. — Może. Ale radzę ci uważać. Niektórzy w tym mieście nie są tak tolerancyjni wobec... odmienności. — Bonnie zmarszczyła brwi, próbując wyczuć, czy w jego tonie kryła się groźba czy ostrzeżenie. — Dzięki za radę, ale poradzę sobie — odparła ostro, odwracając się na pięcie i ruszając w stronę szkoły, nie oglądając się za siebie. --- W szkole atmosfera wydawała się bardziej napięta niż zwykle. Bonnie zauważyła, że Jasper i jego „rodzina” – idealnie piękni uczniowie, którzy zdawali się nie pasować do zwykłego liceum – trzymali się razem i z wyraźnym zainteresowaniem obserwowali jej każdy ruch. Próbowała to ignorować, ale napięcie w powietrzu było niemal namacalne. Podczas przerwy na lunch Bonnie usiadła samotnie w rogu stołówki, otwierając książkę, by zająć myśli. Plan wtopienia się w tłum szybko legł w gruzach, gdy podeszła do niej rudowłosa dziewczyna o delikatnych rysach twarzy i szerokim, ciepłym uśmiechu. — Cześć. Bonnie, prawda? — zapytała dziewczyna z przyjaznym tonem. Bonnie podniosła wzrok, nie kryjąc zdziwienia. — Tak. — odparła zastanawiając się o co chodzi. — Jestem Alice. Jasper to mój brat — przedstawiła się, siadając naprzeciwko Bonnie, ignorując dezaprobatę, którą można było wyczytać z twarzy reszty Cullenów. — Domyśliłam się — odparła Bonnie, próbując brzmieć neutralnie. — Chyba wszyscy w szkole wiedzą, że jesteście rodziną. — Alice uśmiechnęła się szerzej, jakby coś w odpowiedzi Bonnie ją rozbawiło. — Jesteś wyjątkowa, wiesz? — Bonnie poczuła, jak narasta w niej irytacja. — To już dziś słyszałam. Czy moglibyście przestać mnie obserwować? Próbuję żyć normalnie, a wy… utrudniacie to. — Alice pochyliła się lekko do przodu, jakby chcąc przekazać swoje słowa tylko Bonnie. — Nie chcemy ci przeszkadzać. Ale widzisz… Ty naprawdę się wyróżniasz. Nawet bardziej niż my. — Bonnie zamknęła książkę, spoglądając Alice prosto w oczy. — Nie wiem, co masz na myśli, ale lepiej, żebyście się odczepili. — Alice nie wyglądała na urażoną, a jej uśmiech tylko nieco przygasł. — Masz rację. Zostawimy cię. Ale pamiętaj – Forks nie jest takie zwyczajne, jak się wydaje. Bonnie śledziła wzrokiem, jak Alice wraca do swojego stolika, gdzie reszta Cullenów w milczeniu obserwowała całe zajście. W głowie Bonnie kotłowały się myśli, a słowa Alice brzmiały niczym ostrzeżenie. --- Tego wieczoru Bonnie usiadła przed laptopem, aby porozmawiać z Damonem. Jego twarz pojawiła się na ekranie niemal natychmiast, jak zawsze z ironicznym uśmiechem. — Cześć, czarownico. Jak tam życie w małym, nudnym miasteczku? — Bonnie opadła na oparcie krzesła, wzdychając ciężko. — Wcale nie jest takie nudne. — Damon uniósł brew, a jego spojrzenie stało się bardziej czujne. — Co masz na myśli? — spytał — Są tu ludzie, którzy zachowują się… dziwnie — wyznała. — Ta rodzina Cullenów… oni są zbyt idealni, zbyt intensywni. A Jasper… wydaje się wiedzieć, że jestem inna. — Damon zmarszczył brwi, a jego ton stał się bardziej stanowczy. — Może Forks nie jest tak bezpieczne, jak sądziliśmy. Powiedziałem Stefanowi i Elenie, że wkrótce ruszymy do ciebie. Nie zostawię cię samej, jeśli coś się tam dzieje. — Bonnie poczuła ulgę, choć wiedziała, że ich przyjazd przyciągnie jeszcze więcej uwagi. — Dziękuję, Damon. Po prostu przyjedźcie szybko. Nie wiem, co mnie tu czeka, ale czuję, że coś się zaczyna. — Spojrzała przez okno na ciemny las. Cienie zdawały się poruszać w tańcu, a szum wiatru w koronach drzew przypominał szept. Forks skrywało tajemnice, których Bonnie jeszcze nie odkryła – ale wiedziała, że wkrótce stanie z nimi twarzą w twarz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 4. Zbliżające się burze

Forks miało być miejscem, gdzie Bonnie znajdzie ukojenie. Po wszystkim, co wydarzyło się w Mystic Falls – walce z nadnaturalnymi istotam...