środa, 11 grudnia 2024

Rozdział 4. Zbliżające się burze

Forks miało być miejscem, gdzie Bonnie znajdzie ukojenie. Po wszystkim, co wydarzyło się w Mystic Falls – walce z nadnaturalnymi istotami, stratą bliskich – potrzebowała oddechu. Forks wydawało się idealnym wyborem: małe miasteczko otoczone lasami, skąpane w deszczu i ciszy. Ale Bonnie szybko przekonała się, że cisza Forks była zwodnicza. Codzienność w szkole stała się niepokojąca. Cullenowie – grupa, o której krążyły różne plotki – wydawali się interesować Bonnie bardziej, niż powinni. Ich intensywne spojrzenia były jak laser, przeszywające na wskroś. Jasper był najgorszy – jego spojrzenie, choć krótkie, wywoływało u Bonnie dreszcze. Ale to Alice zaczęła intrygować ją najbardziej. Alice Cullen była inna niż reszta. W jej uśmiechu kryła się niepewność, w spojrzeniach – coś więcej, coś, co Bonnie trudno było zrozumieć. Alice często pojawiała się tam, gdzie była Bonnie, jakby celowo szukała jej towarzystwa. Bonnie próbowała ignorować Cullenów, ale nie było to łatwe. W ich obecności czuła się jak pod lupą. Każdy jej ruch zdawał się być obserwowany, analizowany, jakby Cullenowie widzieli więcej, niż powinni. --- Tego dnia, po ostatniej lekcji, Bonnie wrzuciła książki do plecaka i ruszyła w stronę parkingu. Deszcz padał lekko, tworząc na chodniku drobne kałuże. Planowała wrócić do domu, zamknąć się w pokoju i zanurzyć w lekturze – cokolwiek, by oderwać się od tego, co działo się wokół. — Bonnie! — Zatrzymała się, słysząc znajomy głos. Odwróciła się i zobaczyła Alice Cullen stojącą kilka kroków za nią. Jej sylwetka, drobna i delikatna, wydawała się niemal nierzeczywista w mgle, która unosiła się nad parkingiem. — Może pójdziemy na spacer? — zapytała Alice z uśmiechem. Bonnie uniosła brwi. — Spacer? Dlaczego? — Alice wzruszyła ramionami. — Bo jestem ciekawa. A ty chyba też. — Bonnie poczuła, jak jej serce zaczyna bić szybciej. Alice miała rację – była ciekawa. Cullenowie budzili w niej pytania, na które nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Ale instynkt ostrzegał ją, że powinna trzymać się od nich z daleka. — Dobrze — powiedziała w końcu, zaskoczona swoją decyzją. — Ale tylko na chwilę. — --- Szły w kierunku lasu za szkołą. Bonnie czuła się nieswojo. Drzewa, wysokie i gęste, zdawały się tworzyć ścianę, która oddzielała je od reszty świata. Cisza była gęsta, przerywana jedynie odgłosem ich kroków. Alice wydawała się spokojna, jakby w tym miejscu czuła się bardziej sobą. Bonnie, z drugiej strony, czuła się jak intruz. Każdy jej krok wydawał się zbyt głośny, a oddech zbyt ciężki. W końcu Alice przerwała milczenie. — Nie jesteś stąd. — Bonnie spojrzała na nią kątem oka. To nie było pytanie, a stwierdzenie. — Nie. — odparła krótko — Ale nie chodzi tylko o to, że przeprowadziłaś się z innego miasta — ciągnęła Alice, spoglądając na nią z ukosa. — Ty… jesteś inna. — Bonnie zatrzymała się nagle, czując, jak jej serce zaczyna bić szybciej. — Nie wiem, o czym mówisz. — Alice uśmiechnęła się lekko, niemal przepraszająco. — Masz w sobie coś… szczególnego. Coś, co czuję od chwili, gdy cię zobaczyłam. — Bonnie zmarszczyła brwi, skrzyżowała ramiona na piersi. — Może jestem po prostu bardziej skomplikowana, niż myślisz. Ale to nie znaczy, że masz prawo wtrącać się w moje życie. — Alice spuściła wzrok. — Masz rację. Nie powinnam naciskać. — Bonnie stała przez chwilę nieruchomo, próbując ocenić, czy Alice była szczera. W końcu odwróciła się i ruszyła z powrotem w stronę szkoły, zostawiając Alice za sobą. --- Tego wieczoru Bonnie próbowała oderwać się od myśli o Alice. Leżała na kanapie, z książką o starożytnych zaklęciach w rękach. To była jedna z tych rzeczy, które zabrała z Mystic Falls – pamiątka po świecie, który próbowała zostawić za sobą. Jednak nie potrafiła się skupić. Jej myśli wracały do Alice i do Cullenów. Było w nich coś nienaturalnego, coś, co wywoływało u niej niepokój. Wiedziała, że muszą wiedzieć o niej więcej, niż powinni. Poczuła znajome mrowienie na karku – znak, który zawsze ostrzegał ją przed obecnością czegoś nadnaturalnego. Podniosła głowę, rozejrzała się po pokoju. Jej wzrok padł na okno. Nic. Za szybą widziała tylko ciemność i deszcz bębniący o szyby. „Muszę ich unikać,” pomyślała. „Przynajmniej dopóki nie dowiem się więcej.”

wtorek, 10 grudnia 2024

Rozdział 3: pojawienie się rysy

Bonnie budziła się wcześnie. Mimo że w Mystic Falls cisza nocna była równie intensywna, to w Forks wydawała się bardziej przytłaczająca. Nie było tam szumu przejeżdżających samochodów ani bzyczenia lamp ulicznych. Tylko dźwięk deszczu, nieustannie uderzającego o dach, i wiatr, który tańczył w koronach drzew. Nie chcąc dłużej leżeć bezczynnie, szybko się ubrała i postanowiła wyjść na spacer przed szkołą. Chłodne, wilgotne powietrze przesiąknięte zapachem mokrej ziemi od razu orzeźwiło jej zmysły. Otaczające ją lasy rozciągały się aż po horyzont, sprawiając, że czuła się jak mały punkt na mapie nieskończoności. Przez chwilę zapomniała o wszystkim – aż do momentu, gdy poczuła znajome mrowienie magii na karku. Odwróciła się gwałtownie i natychmiast dostrzegła znajomą sylwetkę Jaspera Hale’a. Stał pod jednym z drzew, jakby czekał, aż go zauważy. — Zaczyna mnie to irytować, Jasper — powiedziała, krzyżując ramiona na piersi. Jej głos był chłodny, pełen znużenia. — Dlaczego mnie śledzisz? — Chłopak podszedł bliżej, ale jego ruchy były ostrożne, niemal kocie. — Nie śledzę cię. Po prostu… jestem ciekaw. — Bonnie zmrużyła oczy, obserwując go z ostrożnością. — Czego? — Jasper zatrzymał się kilka kroków od niej, jakby chciał zapewnić jej przestrzeń, jednocześnie wyraźnie pokazując, że ma coś ważnego do powiedzenia. — Twojej energii — odparł cicho. — Jesteś inna niż ktokolwiek, kogo spotkałem. Nie jestem pewien, co to znaczy, ale wiem, że nie jesteś zwykłą dziewczyną. — Bonnie uniosła brew, próbując ukryć swoje zdenerwowanie pod maską obojętności. — Może w Mystic Falls to by coś znaczyło, ale tu? Jestem tylko nową uczennicą, która próbuje zacząć od nowa. — Jasper wyglądał, jakby rozważał jej słowa, ale w jego spojrzeniu kryło się niedowierzanie. W końcu skinął głową. — Może. Ale radzę ci uważać. Niektórzy w tym mieście nie są tak tolerancyjni wobec... odmienności. — Bonnie zmarszczyła brwi, próbując wyczuć, czy w jego tonie kryła się groźba czy ostrzeżenie. — Dzięki za radę, ale poradzę sobie — odparła ostro, odwracając się na pięcie i ruszając w stronę szkoły, nie oglądając się za siebie. --- W szkole atmosfera wydawała się bardziej napięta niż zwykle. Bonnie zauważyła, że Jasper i jego „rodzina” – idealnie piękni uczniowie, którzy zdawali się nie pasować do zwykłego liceum – trzymali się razem i z wyraźnym zainteresowaniem obserwowali jej każdy ruch. Próbowała to ignorować, ale napięcie w powietrzu było niemal namacalne. Podczas przerwy na lunch Bonnie usiadła samotnie w rogu stołówki, otwierając książkę, by zająć myśli. Plan wtopienia się w tłum szybko legł w gruzach, gdy podeszła do niej rudowłosa dziewczyna o delikatnych rysach twarzy i szerokim, ciepłym uśmiechu. — Cześć. Bonnie, prawda? — zapytała dziewczyna z przyjaznym tonem. Bonnie podniosła wzrok, nie kryjąc zdziwienia. — Tak. — odparła zastanawiając się o co chodzi. — Jestem Alice. Jasper to mój brat — przedstawiła się, siadając naprzeciwko Bonnie, ignorując dezaprobatę, którą można było wyczytać z twarzy reszty Cullenów. — Domyśliłam się — odparła Bonnie, próbując brzmieć neutralnie. — Chyba wszyscy w szkole wiedzą, że jesteście rodziną. — Alice uśmiechnęła się szerzej, jakby coś w odpowiedzi Bonnie ją rozbawiło. — Jesteś wyjątkowa, wiesz? — Bonnie poczuła, jak narasta w niej irytacja. — To już dziś słyszałam. Czy moglibyście przestać mnie obserwować? Próbuję żyć normalnie, a wy… utrudniacie to. — Alice pochyliła się lekko do przodu, jakby chcąc przekazać swoje słowa tylko Bonnie. — Nie chcemy ci przeszkadzać. Ale widzisz… Ty naprawdę się wyróżniasz. Nawet bardziej niż my. — Bonnie zamknęła książkę, spoglądając Alice prosto w oczy. — Nie wiem, co masz na myśli, ale lepiej, żebyście się odczepili. — Alice nie wyglądała na urażoną, a jej uśmiech tylko nieco przygasł. — Masz rację. Zostawimy cię. Ale pamiętaj – Forks nie jest takie zwyczajne, jak się wydaje. Bonnie śledziła wzrokiem, jak Alice wraca do swojego stolika, gdzie reszta Cullenów w milczeniu obserwowała całe zajście. W głowie Bonnie kotłowały się myśli, a słowa Alice brzmiały niczym ostrzeżenie. --- Tego wieczoru Bonnie usiadła przed laptopem, aby porozmawiać z Damonem. Jego twarz pojawiła się na ekranie niemal natychmiast, jak zawsze z ironicznym uśmiechem. — Cześć, czarownico. Jak tam życie w małym, nudnym miasteczku? — Bonnie opadła na oparcie krzesła, wzdychając ciężko. — Wcale nie jest takie nudne. — Damon uniósł brew, a jego spojrzenie stało się bardziej czujne. — Co masz na myśli? — spytał — Są tu ludzie, którzy zachowują się… dziwnie — wyznała. — Ta rodzina Cullenów… oni są zbyt idealni, zbyt intensywni. A Jasper… wydaje się wiedzieć, że jestem inna. — Damon zmarszczył brwi, a jego ton stał się bardziej stanowczy. — Może Forks nie jest tak bezpieczne, jak sądziliśmy. Powiedziałem Stefanowi i Elenie, że wkrótce ruszymy do ciebie. Nie zostawię cię samej, jeśli coś się tam dzieje. — Bonnie poczuła ulgę, choć wiedziała, że ich przyjazd przyciągnie jeszcze więcej uwagi. — Dziękuję, Damon. Po prostu przyjedźcie szybko. Nie wiem, co mnie tu czeka, ale czuję, że coś się zaczyna. — Spojrzała przez okno na ciemny las. Cienie zdawały się poruszać w tańcu, a szum wiatru w koronach drzew przypominał szept. Forks skrywało tajemnice, których Bonnie jeszcze nie odkryła – ale wiedziała, że wkrótce stanie z nimi twarzą w twarz.

Rozdział 2. Cienie w deszczu

Następny poranek w Forks wstał mglisty i chłodny, a krople deszczu bębniły o szyby sypialni Bonnie. Leżała przez chwilę w łóżku, wsłuchując się w miarowy szum, próbując zmusić się do wstania. Deszcz był rzadkością w Mystic Falls, ale tutaj wydawał się stałym elementem krajobrazu – ciężkim, niemal przytłaczającym. W końcu wciągnęła na siebie ciemną kurtkę, związała włosy w niedbały kucyk i wyszła na zewnątrz. Chciała wtopić się w tłum, ale czuła, że coś w niej zawsze będzie wyróżniać się na tle tego miasteczka. --- W szkolnych korytarzach wciąż czuła na sobie spojrzenia – ciekawskie, oceniające. Mimo że starała się ignorować uczucie dyskomfortu, nie mogła pozbyć się wrażenia, że pięcioro uczniów, których zauważyła na biologii poprzedniego dnia, patrzy na nią bardziej intensywnie niż reszta. Z ich strony emanowała jakaś dziwna energia. Najbardziej niepokojący był blondyn o złotych oczach – Jasper. Jego spojrzenie zdawało się przenikać ją na wskroś. Podczas przerwy Bonnie usiadła w kącie stołówki, mając nadzieję, że uda jej się przetrwać dzień w spokoju. Ale w połowie posiłku kątem oka zauważyła, jak Jasper wstał od swojego stolika i skierował się w jej stronę. Jego kroki były niemal bezszelestne, a jego postawa – zbyt pewna siebie, jak na ucznia liceum. Stanął przy jej stoliku i spojrzał na nią z zaciekawieniem. — Bonnie, prawda? — zapytał głosem spokojnym, ale głębokim, jakby każda sylaba była dokładnie przemyślana. — Tak — odpowiedziała ostrożnie, unosząc wzrok znad kubka z herbatą. — A ty? — Jasper Hale — przedstawił się, uśmiechając lekko, choć w jego uśmiechu było coś chłodnego. — Chciałem tylko powiedzieć, że Forks to małe miasteczko. Ludzie tutaj szybko zauważają nowości. - Bonnie zmrużyła oczy, wyczuwając ukrytą aluzję w jego słowach. — Nie jestem tu, żeby się wyróżniać — odparła chłodno. — Chcę po prostu spokojnie skończyć szkołę. - Jasper skinął głową, jakby zaakceptował jej odpowiedź, choć jego spojrzenie nie straciło intensywności. — W takim razie powodzenia. — Odwrócił się i wrócił do swojego stolika, gdzie jego grupa uważnie obserwowała całą rozmowę. Bonnie westchnęła. Miała przeczucie, że ta rozmowa była czymś więcej niż tylko przyjacielskim powitaniem. --- Po lekcjach Bonnie zdecydowała się wyjść na spacer wzdłuż lasu otaczającego miasteczko. Mgła snuła się między drzewami, a wilgotne powietrze koiło jej zmysły. Spacer miał pomóc jej oczyścić głowę z natłoku myśli. Ale wkrótce poczuła znajome mrowienie magii – to samo, które odczuła już wcześniej. Zatrzymała się i rozejrzała. Między drzewami dostrzegła cień, poruszający się szybko, niemal zbyt szybko, by mogła go dokładnie zobaczyć. Zacisnęła dłonie, gotowa przywołać swoją magię, gdy z mroku wyłonił się Jasper. — Nie powinnaś tu być sama — powiedział, podchodząc bliżej, jego głos był spokojny, niemal hipnotyczny. Bonnie zmrużyła oczy, a w jej tonie pojawiła się wyraźna ostrożność. — A ty? Dlaczego za mną podążasz? - spytała próbując zrozumieć jego motywację. Jasper uniósł dłonie w geście obronnym. — Nie chciałem cię przestraszyć. Po prostu… jesteś inna. I chciałem wiedzieć, dlaczego. - powiedział Jasper — Inna? — powtórzyła, starając się zachować spokój, choć jej ciało napięło się jak struna. — Nie wiem, o czym mówisz. - Jasper przez chwilę milczał, jakby ważył swoje słowa. — Dobrze. W takim razie… uważaj na siebie, Bonnie. Forks to nie miejsce, w którym tajemnice mogą długo pozostać ukryte. - Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, Jasper odwrócił się i zniknął między drzewami, poruszając się z zadziwiającą szybkością. Bonnie stała nieruchomo, serce biło jej szybciej. Coś w tym chłopaku było… niepokojąco znajome. --- Wieczorem Bonnie usiadła na kanapie w wynajętym domu i odebrała połączenie od Damona. Jego widok na ekranie laptopa przyniósł jej ulgę, choć wiedziała, że nie potrwa to długo. — Jak tam, czarownico? — zapytał z typowym dla siebie, zadziornym uśmiechem. — Dziwnie — przyznała. — Myślałam, że Forks będzie inne. Zwyczajne. Ale tutaj coś się dzieje, Damon. Ludzie nie są tacy, jakimi się wydają. - Damon spoważniał, a w jego oczach pojawiło się coś na kształt troski. — Powiedziałem ci, żebyś nie wpadała w kłopoty. - Bonnie uśmiechnęła się blado. — Nie szukam ich. One chyba znalazły mnie. - Damon westchnął, ale w jego głosie słychać było nutę determinacji. — Przyjadę szybciej, niż myślisz. Stefan i Elena chcą się upewnić, że wszystko w Mystic Falls jest pod kontrolą, ale ja nie zamierzam czekać. - Bonnie poczuła, jak ciepło rozlewa się po jej sercu na myśl, że Damon był gotów rzucić wszystko, by być przy niej. — Dzięki, Damon. Ale… - zaczęła mówić — Nie ma żadnego „ale” — przerwał jej, unosząc brew. — Kiedy tam dotrę, wszyscy się dowiedzą, że Forks to nie miejsce na igranie z tobą. - Bonnie westchnęła. Wiedziała, że Damon mówi poważnie, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę, że jego obecność może tylko skomplikować sytuację. Spojrzała przez okno na ciemniejący las. W mroku dostrzegła coś, co przypominało złociste oczy. Cienie w Forks wydawały się coraz bardziej gęste, a Bonnie czuła, że to miejsce skrywa tajemnice, które wkrótce będą musiały ujrzeć światło dzienne.

Rozdział 1. Nowy Początek

Bonnie Bennett spakowała swoje życie w kilka walizek i ruszyła w drogę, zostawiając za sobą Mystic Falls. Decyzja o wyjeździe była nagła, ale dla niej konieczna. Przez lata nosiła na swoich barkach ciężar odpowiedzialności za przyjaciół i całe miasteczko - magiczne starcia, niekończące się pożegnania, straty, które zapadły jej w pamięć jak głębokie blizny. Mystic Falls było teraz jak więzienie. Każda znajoma ulica, każdy zakątek przypominał jej o tym, co utraciła. Dlatego postanowiła zacząć od nowa - daleko od bólu, wspomnień i nadprzyrodzonych zawirowań. A Forks, niewielkie, deszczowe miasteczko w stanie Waszyngton, wydawało się idealnym miejscem na świeży start. Podróżowała sama, choć myślami często wracała do swoich bliskich. Stefan i Elena, teraz już szczęśliwie razem, zrozumieli jej decyzję, zapewniając, że będą w kontakcie i odwiedzą ją, kiedy tylko będą mogli. Damon - ten, którego pożegnanie bolało najbardziej - obiecał, że dołączy do niej tak szybko, jak to możliwe. Ich rozmowa przed wyjazdem była pełna namiętności, ale i bólu. Byli jak dwie przeciwstawne siły przyciągane do siebie, a teraz musieli się rozdzielić. Bonnie wiedziała jednak, że musi iść własną drogą. --- Jej stary, ale niezawodny samochód wjechał na parking przed Forks High School z lekkim zgrzytem. Miejsce wyglądało tak, jak się spodziewała - skromny, prosty budynek otoczony mglistym krajobrazem lasów i deszczowych chmur. Bonnie siedziała przez chwilę w aucie, próbując zebrać myśli, zanim weszła do środka. Grupki uczniów gromadziły się przy wejściu, śmiejąc się i rozmawiając. Ich spojrzenia momentalnie skupiły się na nowej twarzy. Bonnie poprawiła plecak na ramieniu i wysiadła, starając się nie zwracać na siebie uwagi. W sekretariacie powitała ją starsza kobieta z życzliwym uśmiechem. - Witamy w Forks High School, panno Bennett. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, śmiało pytaj - powiedziała, wręczając jej plan lekcji i klucz do szafki. - Dziękuję - odparła Bonnie z uprzejmością, chowając kartkę do kieszeni. --- Pierwsza lekcja - biologia - była dla Bonnie wyzwaniem nie z powodu materiału, ale atmosfery. Nauczyciel przedstawił ją klasie, co wywołało falę szeptów i ciekawskich spojrzeń. Bonnie zmusiła się do uśmiechu, po czym usiadła na wolnym miejscu w środku sali. Jej wzrok mimowolnie skierował się w stronę grupy uczniów siedzących pod oknem. Było ich pięcioro - młodzi, piękni, niemal nierealni. Ich idealne rysy twarzy, złote oczy i spokojna aura wyraźnie wyróżniały ich spośród reszty. Najbardziej przyciągał uwagę wysoki blondyn, który nie spuszczał z niej wzroku przez całą lekcję. Bonnie poczuła znajomy dreszcz niepokoju. Starała się ignorować to uczucie, skupiając się na notatkach. Ale napięcie w powietrzu było niemal namacalne. „To pewnie tylko paranoja," pomyślała, choć w głębi duszy wiedziała, że coś jest na rzeczy. --- Po zakończonych lekcjach większość uczniów rozeszła się do domów, ale Bonnie postanowiła jeszcze trochę zostać. Spacerowała po pustych korytarzach i dziedzińcu szkoły, próbując oswoić się z nowym miejscem. Mglisty krajobraz wydawał się kojący, ale jednocześnie skrywał coś niepokojącego. W pewnym momencie poczuła znajome mrowienie na karku - ostrzeżenie od jej magii. Ktoś ją obserwował. Bonnie odwróciła się gwałtownie, ale nikogo nie zobaczyła. W oddali, pod cieniem drzew, zauważyła jednak chłopaka z biologii. Stał nieruchomo, jakby chciał coś powiedzieć, ale po chwili zniknął między drzewami. Bonnie wzięła głęboki oddech, starając się uspokoić. „Może mi się wydawało," pomyślała, choć jej intuicja podpowiadała coś innego. --- Wieczorem, siedząc w wynajętym domu, Bonnie włączyła laptopa, by porozmawiać z Damonem. Jego widok na ekranie przyniósł jej ulgę, choć na chwilę. - Jak ci minął pierwszy dzień, czarownico? - zapytał z lekkim uśmiechem, unosząc brew w charakterystycznym dla siebie stylu. - Było... inaczej, niż się spodziewałam. Ale coś jest nie tak, Damon. Mam wrażenie, że niektóre osoby w tej szkole są inne, niż wyglądają.- odpowiedziała na jego pytanie. Damon spoważniał, wpatrując się w nią uważnie. - Bonnie, nie po to wyjechałaś, żeby znów wpakować się w nadprzyrodzone problemy.- słuchać było ze był zaniepokojony. - Wiem. Może przesadzam, ale... to tylko przeczucie. - powiedziała Bennet spokojnie nie chcą go jeszcze bardziej martwić. Przez chwilę oboje milczeli. Bonnie spojrzała na Damona z nadzieją. - Kiedy tu przyjedziesz? - spytała - Niedługo. Stefan i Elena muszą jeszcze dopilnować paru spraw w Mystic Falls. Ale przyjadę najszybciej, jak się da. Obiecuję. Po zakończonej rozmowie Bonnie długo siedziała w ciszy. Forks miało być nowym początkiem. Miała nadzieję na spokój, na odzyskanie równowagi. Ale już teraz czuła, że to miasteczko skrywa jakieś tajemnice. A one prędzej czy później znajdą drogę do niej.

Rozdział 4. Zbliżające się burze

Forks miało być miejscem, gdzie Bonnie znajdzie ukojenie. Po wszystkim, co wydarzyło się w Mystic Falls – walce z nadnaturalnymi istotam...