wtorek, 10 grudnia 2024

Rozdział 2. Cienie w deszczu

Następny poranek w Forks wstał mglisty i chłodny, a krople deszczu bębniły o szyby sypialni Bonnie. Leżała przez chwilę w łóżku, wsłuchując się w miarowy szum, próbując zmusić się do wstania. Deszcz był rzadkością w Mystic Falls, ale tutaj wydawał się stałym elementem krajobrazu – ciężkim, niemal przytłaczającym. W końcu wciągnęła na siebie ciemną kurtkę, związała włosy w niedbały kucyk i wyszła na zewnątrz. Chciała wtopić się w tłum, ale czuła, że coś w niej zawsze będzie wyróżniać się na tle tego miasteczka. --- W szkolnych korytarzach wciąż czuła na sobie spojrzenia – ciekawskie, oceniające. Mimo że starała się ignorować uczucie dyskomfortu, nie mogła pozbyć się wrażenia, że pięcioro uczniów, których zauważyła na biologii poprzedniego dnia, patrzy na nią bardziej intensywnie niż reszta. Z ich strony emanowała jakaś dziwna energia. Najbardziej niepokojący był blondyn o złotych oczach – Jasper. Jego spojrzenie zdawało się przenikać ją na wskroś. Podczas przerwy Bonnie usiadła w kącie stołówki, mając nadzieję, że uda jej się przetrwać dzień w spokoju. Ale w połowie posiłku kątem oka zauważyła, jak Jasper wstał od swojego stolika i skierował się w jej stronę. Jego kroki były niemal bezszelestne, a jego postawa – zbyt pewna siebie, jak na ucznia liceum. Stanął przy jej stoliku i spojrzał na nią z zaciekawieniem. — Bonnie, prawda? — zapytał głosem spokojnym, ale głębokim, jakby każda sylaba była dokładnie przemyślana. — Tak — odpowiedziała ostrożnie, unosząc wzrok znad kubka z herbatą. — A ty? — Jasper Hale — przedstawił się, uśmiechając lekko, choć w jego uśmiechu było coś chłodnego. — Chciałem tylko powiedzieć, że Forks to małe miasteczko. Ludzie tutaj szybko zauważają nowości. - Bonnie zmrużyła oczy, wyczuwając ukrytą aluzję w jego słowach. — Nie jestem tu, żeby się wyróżniać — odparła chłodno. — Chcę po prostu spokojnie skończyć szkołę. - Jasper skinął głową, jakby zaakceptował jej odpowiedź, choć jego spojrzenie nie straciło intensywności. — W takim razie powodzenia. — Odwrócił się i wrócił do swojego stolika, gdzie jego grupa uważnie obserwowała całą rozmowę. Bonnie westchnęła. Miała przeczucie, że ta rozmowa była czymś więcej niż tylko przyjacielskim powitaniem. --- Po lekcjach Bonnie zdecydowała się wyjść na spacer wzdłuż lasu otaczającego miasteczko. Mgła snuła się między drzewami, a wilgotne powietrze koiło jej zmysły. Spacer miał pomóc jej oczyścić głowę z natłoku myśli. Ale wkrótce poczuła znajome mrowienie magii – to samo, które odczuła już wcześniej. Zatrzymała się i rozejrzała. Między drzewami dostrzegła cień, poruszający się szybko, niemal zbyt szybko, by mogła go dokładnie zobaczyć. Zacisnęła dłonie, gotowa przywołać swoją magię, gdy z mroku wyłonił się Jasper. — Nie powinnaś tu być sama — powiedział, podchodząc bliżej, jego głos był spokojny, niemal hipnotyczny. Bonnie zmrużyła oczy, a w jej tonie pojawiła się wyraźna ostrożność. — A ty? Dlaczego za mną podążasz? - spytała próbując zrozumieć jego motywację. Jasper uniósł dłonie w geście obronnym. — Nie chciałem cię przestraszyć. Po prostu… jesteś inna. I chciałem wiedzieć, dlaczego. - powiedział Jasper — Inna? — powtórzyła, starając się zachować spokój, choć jej ciało napięło się jak struna. — Nie wiem, o czym mówisz. - Jasper przez chwilę milczał, jakby ważył swoje słowa. — Dobrze. W takim razie… uważaj na siebie, Bonnie. Forks to nie miejsce, w którym tajemnice mogą długo pozostać ukryte. - Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, Jasper odwrócił się i zniknął między drzewami, poruszając się z zadziwiającą szybkością. Bonnie stała nieruchomo, serce biło jej szybciej. Coś w tym chłopaku było… niepokojąco znajome. --- Wieczorem Bonnie usiadła na kanapie w wynajętym domu i odebrała połączenie od Damona. Jego widok na ekranie laptopa przyniósł jej ulgę, choć wiedziała, że nie potrwa to długo. — Jak tam, czarownico? — zapytał z typowym dla siebie, zadziornym uśmiechem. — Dziwnie — przyznała. — Myślałam, że Forks będzie inne. Zwyczajne. Ale tutaj coś się dzieje, Damon. Ludzie nie są tacy, jakimi się wydają. - Damon spoważniał, a w jego oczach pojawiło się coś na kształt troski. — Powiedziałem ci, żebyś nie wpadała w kłopoty. - Bonnie uśmiechnęła się blado. — Nie szukam ich. One chyba znalazły mnie. - Damon westchnął, ale w jego głosie słychać było nutę determinacji. — Przyjadę szybciej, niż myślisz. Stefan i Elena chcą się upewnić, że wszystko w Mystic Falls jest pod kontrolą, ale ja nie zamierzam czekać. - Bonnie poczuła, jak ciepło rozlewa się po jej sercu na myśl, że Damon był gotów rzucić wszystko, by być przy niej. — Dzięki, Damon. Ale… - zaczęła mówić — Nie ma żadnego „ale” — przerwał jej, unosząc brew. — Kiedy tam dotrę, wszyscy się dowiedzą, że Forks to nie miejsce na igranie z tobą. - Bonnie westchnęła. Wiedziała, że Damon mówi poważnie, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę, że jego obecność może tylko skomplikować sytuację. Spojrzała przez okno na ciemniejący las. W mroku dostrzegła coś, co przypominało złociste oczy. Cienie w Forks wydawały się coraz bardziej gęste, a Bonnie czuła, że to miejsce skrywa tajemnice, które wkrótce będą musiały ujrzeć światło dzienne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 4. Zbliżające się burze

Forks miało być miejscem, gdzie Bonnie znajdzie ukojenie. Po wszystkim, co wydarzyło się w Mystic Falls – walce z nadnaturalnymi istotam...